poniedziałek, 30 maja 2011

Manicure: French "Kometa"

Tak jak przez całą zimę i wiosnę malowałam paznokcie na jednolite kolory, tak od kilku dni chodził za mną francuski manicure.
Nie jest to nic odkrywczego, wiadomo, ale bardzo podoba mi się efekt końcowy. Dodatkowo mam tę satysfakcję, że zrobiłam ten manicure sama, przy użyciu zaledwie kilku produktów. Tu jeszcze dodam, że paznokcie są naturalne, dlatego nie są zbyt długie. Poza tym nie lubię zbyt długich paznokci, bo przeszkadzają mi w pracy ;)



Nie sądziłam, że będę w stanie wykonać takie pofalowane linie za pomocą pędzelka do zdobień, ale jak widać to prawda co mówią - leworęczni mają ukryte talenty plastyczne! ;-) Użyłam lakieru do zdobień z Marizy i muszę powiedzieć, że w tym momencie nie mam zastrzeżeń. Pędzelek pozwala na sprawną aplikację lakieru.

Użyty top coat z Sally Hansen jest moim ulubionym ostatnim czasem. Zapewnia naprawdę dużą wytrzymałość manicure. Jedynym problemem dla mnie jest jego dostępność. Nie znalazłam innego produktu  który byłby dla mnie tak dobry, a ten z SH ciężko mi znaleźć. Może macie jakieś pomysły? Może gdzieś widziałyście ten kosmetyk? Będę wdzięczna za cynk :) W tym momencie ląduje on na mojej liście must-have.


Użyłam:
base coat - Sally Hansen, Diamond Strenght
białe paski, falowane linie - Mariza, Lakier do zdobienia paznokci
lakier wierzchni - Applause, French Manicure 04
wzorki - fioletowe motylki z wymiany
top coat - Sally Hansen, Heat-sealed Top coat





Jako, że mamy poniedziałek, to życzę wszystkim udanego tygodnia!

Pozdrawiam
Aasieek bloguje

sobota, 28 maja 2011

Recenzja: Sleek Storm & Sleek Paraguaya

Dużo o tych paletkach słyszałam i czytałam. Początkowo wydawało się, że jest to produkt idealny, bo wszystkie recenzje były bardzo pozytywne. W tym momencie posiadam dwie palety cieni z firmy Sleek MakeUP - Storm oraz Paraguaya. Co o nich myślę?


Na pierwszy ogień idzie paleta Storm. Dostałam ją od youtubowego aniołka :) Wszyscy byli bardzo zadowoleni z tej palety, więc kiedy w końcu wpadła w moje łapki, nie omieszkałam jej od razy wypróbować. Niestety, po pierwszym, drugim i piątym użyciu wniosek był jeden - to wielka pomyłka!

Opakowanie palety Storm początkowo nie wzbudziło moich podejrzeń, ale kiedy po kilku dniach paletka zaczęła przedstawiać obraz nędzy i rozpaczy, stwierdziłam, że nie ma sposobu na utrzymanie jej w czystości.
Cienie się bardzo osypują, ponieważ są obciążone dużą ilością drobin. W palecie jest 12 cieni z czego trzy są matowe, a cała reszta jest brokatowa, więc możecie sobie wyobrazić jak paletka wygląda kiedy zaczynamy malowanie.

Sama jakość cieni również nie jest zadowalająca. Kolory w opakowaniu zachwycają, ale kiedy zaczynamy je nakładać na powiekę, to bardzo tracą na swoim wyglądzie. Przede wszystkim, nie pojawia się ładny kolor tylko wielka warstwa drobin osypujących się przy okazji na twarzy. Pozbyć się tego bez potrzeby zmywania całej buzi to nie lada sztuka.

Dodatkowo, przy każdej próbie mieszania cieni (tzw. blending), one po prostu zostają na pędzelku, albo rozsypują się na boki. Nawet baza nie jest w stanie ich utrzymać w ryzach. Testowałam te cienie na bazie Joko Virtual, Kryolan i Artdeco.
Wykonanie pełnego makijażu z użyciem tylko tej palety to wyzwanie dla odważnych. Trzeba dużo cierpliwości, czasu i chęci, aby uzyskać interesujący nas efekt. W tym momencie paleta służy mi jedynie do "wykańczania" makijażu, bo trzeba przyznać, że taki brokat na oku idealnie nadaje się na imprezowe wyjście ;)
Moja opinia: nie polecam. Nawet dla tej ceny (ok. 30zł) zakup nie jest wart zachodu.

Myślę, że lepiej wydać te same pieniądze na paletę Paraguaya z serii Avoir la Peche Collection. To jest moje wiosenne cudo i uwierzcie mi - nie ma okazji, na którą nie mogłabym wykonać makijażu przy użyciu tej paletki. Ma ona w sobie wszystko - świetnie napigmentowane cienie, ładnie dobrane kolory i najmodniejsze w tym sezonie - mocne i matowe odcienie. Dodatkowo zachowana została tu równowaga - są cienie neutralne oraz cienie żywe. Od nas zależy jaki charakter będzie miał wykonany makijaż.

O opakowanie na pewno wygodniej się dba. Dodatkowo, w tej palecie został dodany pewien gadżet, który na dłuższą metę może się okazać bardzo przydatny - folia z nazwami cieni. Już teraz wiem, że są cienie, które szybko w tej palecie wykończę, a które będę mogła spróbować znaleźć w pojedynczych opakowaniach. Dodatkowo ta folia (o ile ktoś nadgorliwy jej nie wyrzuci) świetnie ochrania lusterko przed kolorowymi cieniami.

Jak już wspomniałam wyżej, kolory są naprawdę zachwycające i pozwalają nam wykonać dużo różnych makijaży. Cienie są bardzo fajnie napigmentowane i bardzo dobrze się "blendują". W odróżnieniu od palety Storm, paleta Paraguaya ma jedynie 2 cienie brokatowe, a cała reszta jest matowa. Tutaj muszę zauważyć, że jakość tych brokatowych odcieni trochę psuje końcową opinię o palecie. Są one tak samo nieudane jak te brokaty w palecie Storm. Nie zmienia to faktu, że pozostaje 10 ładnych, matowych cieni, które możemy użyć do dziennego jak i do wieczorowego makijażu.
Moja opinia: zdecydowanie polecam. Jest to jedna z moich najlepszych zdobyczy w tym roku!

W tym wypadku obie palety musiałam ocenić oddzielnie. Mało mają ze sobą wspólnego. Paraguaya jest wiosenną nowością w ofercie Sleek MakeUP i wydaje mi się, że sama paleta została bardzo dopracowana.
W tym momencie czekam na letnią kolekcję Mediterranean Collection Monaco. Zaraz po niej, jesienią, ma pojawić się kolejna ciekawa seria - Au Naturel i-Divine a w niej paleta The Nude Collection.
Tu muszę jeszcze nadmienić, że wszystkie tegoroczne kolekcje w ofercie Sleek MakeUP to zestawy trzech produktów - paleta cieni, róż oraz żelowy błyszczyk do ust. W tym momencie moim must have zdaje się być róż z kolekcji Avoir la Peche Collection - Pan Tao blush. Jak nabędę, to na pewno dam znać :)

Pozdrawiam
Aasieek bloguje

czwartek, 26 maja 2011

Typowy blog

Ponieważ dawno nie aktualizowałam bloga, postanowiłam zrobić mały update zanim zacznę wrzucać kolejne recenzje. Jest to też odpowiedź na Wasze ciągłe pytania. Upieracie się, że mało Wam mówię, więc dzisiaj będzie typowy blog!