środa, 8 sierpnia 2012

Manicure: Matowy Skittle

Cześć Dziewczyny! Czy pamiętacie, jak w zeszłym roku pisałam o modzie na paznokcia? Wspomniałam wtedy o skittle manicure, czyli o multikolorze! Tym razem postanowiłam połączyć kilka nurtów w manicure - pastelowe skittle manicure z matowym wykończeniem. Czy można jeszcze bardziej zakręcić? Pewnie można :)
Co wyszło z takiej kombinacji? Efekt zdecydowanie mi się podoba. 

Lakiery, których użyłam to:
Fiolet - Golden Rose, nr 70 z kolekcji Classics Charming
Niebieski - H&M, Blue My Mind
Różowy - Mariza, nr 33 z kolekcji mini lakierów
Dla efektu matowego użyłam matującego toppera z Essence, o którym więcej pisałam w poście o mojej kolekcji topperów. Topper ten jest dostępny w sklepie ladymakeup.pl







Co sądzicie o takich kombinacjach? Ten manicure utrzymał się u mnie kilka dni. Efekt bardzo mi się podobał i idealnie wpasowywał się w piękną, słoneczną pogodę :)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Manicure: Choose me!

W ostatnim poście zakupowym (Sierpniowy haul - Douglas & Inglot) pokazywałam Wam moją zdobycz z Essence. Lakier chodził za mną od kilku miesięcy i kiedy patrzyłam na swatche na innych stronach i blogach, to mnie zżerała zazdrość :)

Choose me! nr 38 z kolekcji Colour&Go był moim must have i nareszcie trafił do mojej kolekcji.


Możecie zobaczyć lakier w różnym świetle. Malowanie było bezproblemowe i wydawało mi się, że lakier bardzo dobrze leży na paznokciu, ale dopiero do zdjęciach zobaczyłam brzydkie prześwity. Wiele razy już pisałam, że lubię malować paznokcie dwiema warstwami lakieru. Jeżeli kolor wymaga większej ilości warstw  to raczej po niego często nie sięgam. W tym wypadku jestem rozdarta, bo kolor jest fenomenalny.

To co mi się spodobało to prędkość z jaką lakier wysychał. Moje paznokcie momentalnie były suche i mogłam zająć się czymś innym.





Kolor przypadł do gustu również mojej 6letniej siostrzenicy Narene :) Zapytała, czy również może znaleźć się na moim blogu! Przy okazji możecie zobaczyć, jak wygląda jedna warstwa tego lakieru.


Sierpniowy haul - Douglas & Inglot

Czas na kolejny update!  :)

Dzisiaj, podczas bardzo spontanicznych zakupów z siostrą, udało mi się zdobyć kilka produktów, z czego większość to prezenty.

Najpierw wizyta w Douglasie, która byłaby całkiem udana, gdyby nie przykra niespodzianka na sam koniec. Ale po kolei.

Moja siostra poszukiwała delikatnego, drobnoziarnistego peelingu, który nie podrażniałby jej delikatnej skóry twarzy. Wybrała Peeling enzymatyczny Dr Irena Eris dla cery suchej z serii Cleanology (~40zł). Produkt jeszcze nawet nie został otwarty, ale na pewno postaram się wrzucić gościnną recenzję. 


Ponieważ za tydzień lecę do UK, i w tym czasie ma urodziny mój szwagier, zdecydowałam się kupić mu (po wcześniejszej konsultacji z siostrą) wodę toaletową Bruno Banani Dangerous Man (~80zł). Sprawdziłam wiele zapachów i jedynie ten był odpowiedni. Jedne za ciężkie, inne za słodkie.. Dangerous Man były dobrze skomponowane i idealnie pasowały do solenizanta.


W minioną sobotę, robiąc makijaż koleżankom na imprezę, wyskrobałam resztki mojej ukochanej bazy pod cienie, postanowiłam ją kupić ponownie. Artdeco Eyeshadow Base (~36zł), która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i sprawia się fenomenalnie. Polecam zdecydowanie osobom, które szukają podobnego produktu!


Żeby tradycji stało się za dość, odwiedziłam również szafę Essence, która w Douglasie jest lekko wybrakowana, ale znalazłam lakier, którego poszukiwałam od wielu miesięcy - Essence Colour&Go nr 38 Choose me!. Stał osamotniony, więc czym prędzej zapakowałam go do koszyka. Jeżeli również chorujecie na taki kolor, to można go jeszcze szukać w internecie. Wkrótce zapewne pojawi się na moim blogu stosowany wpis poświęcony temu lakierowi.


Wizyta w Douglasie zakończyła się zaskakująco jak dla mnie. Nie zdarzyło mi się jeszcze wyjść z tej perfumerii bez żadnej próbki. Tym razem, pani która mnie obsługiwała, nie dorzuciła niczego do moich zakupów. To jest zawsze sympatyczny element na sam koniec, już po wydaniu pieniędzy. Dosłownie było mi przykro, tym bardziej, że od kasy obok inna klientka wyszła obładowana próbkami, a kupowała jedynie jeden produkt marki Douglas.



Później przyszedł czas na Inglot. Tu zamierzałam kupić jedynie prezent dla babci - róż (15zł). Moja babcia polega na mnie przy takich zakupach, ponieważ ufa mojemu osądowi ;) Niestety, nie jestem w stanie powiedzieć Wam jaki jest to kolor, ale jak widać na zdjęciu poniżej odcień jest zimny. Dodatkowo jest satynowy - nie ma zbyt wielu drobin, ale też nie jest całkowicie matowy.
Moja siostra znalazła dla siebie również cień do codziennego makijażu. Wybrałam dla niej wersję z pojedyncza kasetką, żeby w przyszłości mogła wymieniać w niej wkłady. Kolor to 352 mat (12zł).
Kasetki do różu i cienia kosztowały odpowiednio 11zł i 12zł.
Na sam koniec otrzymałam możliwość zakupienia moich ulubionych chusteczek do demakijażu po niższej cenie. Lubię te chusteczki właśnie wtedy, kiedy dużo jeżdżę, a sierpień będzie dla mnie wyjazdowym miesiącem.
Poza tym muszę przyznać, że obsługa w Inglocie była naprawdę profesjonalna. Wprawdzie wiedziałam co i jak, ale pani mnie obsługująca naprawdę dała pokaż wiedzy i umiejętności, dlatego jej nie przerywałam :) Oby więcej takich kompetentnych osób!

To nie był koniec moich zakupów. Po Inglocie zaszłam jeszcze do Empiku. Tu moja siostra kupiła sobie trzy książki (!), a ja skierowałam się do kasy biletowej i zakupiłam na jutro dla siebie i dla niej bilety na kabaret Ani Mru Mru. Będzie to nasze popołudnie! Dawno takiego nie miałyśmy.. :)