wtorek, 4 września 2012

Dziennikarskie kwiatki

Cześć Dziewczyny!

Ten wpis nie będzie poświęcony kosmetykom. Na to jeszcze przyjdzie czas :)

Dziś, przeglądając internet podczas porannej kawy, tradycyjnie skierowałam się w stronę serwisów informacyjnych. Zdaję sobie sprawę z tego, że wp.pl słynie z trafnych tytułów artykułów :) ale takiego kwiatka, jakiego znalazłam w gazecie informacyjnej z mojego regionu to jeszcze nie było.

Pamiętam, kiedy mój dziadek strasznie się denerwował, gdy ktoś nie mówił poprawną polszczyzną. Włączał wtedy radio i słuchał audycji dziennikarzy, którzy słynęli zazwyczaj z odpowiedniego doboru słów, klasy i kultury wypowiedzi.
Niestety czasy się zmieniły i nowomowa na dobre zaaklimatyzowała się w świecie dziennikarskim XXI wieku. Czasami słuchając wiadomości mam wrażenie, że słucham koleżanki czy kolegi, a nie dziennikarza z wykształceniem, doświadczeniem i ogólnym obyciem.

Może się czepiam, ale chciałabym móc poczytać dobrą prasę i pooglądać dobre serwisy informacyjne. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś odważy się już wystąpić przed milionową publiką, dostaje za to odpowiednie wynagrodzenie i dodatkowo może się pochwalić doświadczeniem, to chyba nie powinno stanowić problemu odpowiednie wysławianie się.

To samo dotyczy wysławiania się na papierze czy klawiaturze, bo teraz chyba obie formy są już na równi jeżeli nie z przewagą tej drugiej. Artykuły dostępne w popularnych serwisach bardzo odbiegają od tradycyjnej prasy. Nowomowa, która tak mnie mierzi, atakuje mnie teraz z każdej strony.
Zapytacie jakiego kwiatka znalazłam?

źródło: wm.pl

Pełen profesjonalizm.

Wiem po sobie, że kiedy przysiadam do napisania zwykłego artykułu na bloga, staram się pisać używając języka potocznego, ale nadal dbam o poprawność językową. Oczywiście, każdy może mieć gorszy dzień, ale jednak chciałabym aby profesjonaliści również wykazali się dbałością o takie szczegóły jak kultura wypowiedzi.

Czy tylko ja mam takie odczucia? Chyba nie. Z kim bym o tym nie rozmawiała, to okazuje się, że nie tylko mi do przeszkadza.
A co Wy myślicie na ten temat? Brakuje nam już profesjonalistów, czy po prostu wszyscy idą na łatwiznę?

Zostawiam Was z tym tematem i czekam na komentarze :)

Pozdrawiam,
Asiek

niedziela, 2 września 2012

Makijaż: Pożegnanie lata (krok po kroku)

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj przychodzę do Was z makijażem na pożegnanie lata. Nie mogę uwierzyć, że to koniec słońca, ciepełka i dni na plaży :( Muszę się przyznać, że sierpień spędziłam na tyle intensywnie, że zapomniałam o tym, że zaraz jesień, kolejny semestr na studiach, a wcześniej jedna poprawka ;)
Ale nic tam! Makijaż krok po kroku czas zaprezentować!





Na sam początek nałożyłam bazę pod cienie Artdeco. Mówiłyście mi, że został zmieniony skład tej bazy i trochę się na tę informację wystraszyłam. Przyzwyczaiłam się bowiem, że często takie zmiany są na gorsze. W tym wypadku specjalnej zmiany nie zauważyłam. MOŻE jest bardziej kremowa i MOŻE muszę ciut dłużej czekać przed nałożeniem cienia, żeby nie zrobiły się jakieś grudki, ale to niekoniecznie musi być wina samej bazy. Nie wiem.

Czas na pierwszy cień. Na sam początek, w wewnętrznym kąciku położyłam satynowy cień w białym kolorze. W moim przypadku był to cień z paletki Revlon ColorStay, nr 14 Nude Elements. Cel był prosty: rozjaśnienie trochę spojrzenia. To mój mały trik na gorsze dni. Twarz nabiera inneo wyrazu, kiedy odpowiednio rozświetlę wewnętrzny kącik oka.





Całą resztę makijażu wykonam za pomocą mojego nowego nabytku - paletki Sleek i-Divine 2012 Collection Glory. Paleta stworzona przez firmę Sleek specjalnie z okazji tegorocznej Olimpiady. Dobór kolorów jest tak uniwersalny,  że można dzięki tej palecie wykonać makijaż dzienny, wieczorowy, a nawet artystyczny. Jestem fanką tej paletki. Nie sądziłam, że mnie Sleek tak jeszcze kiedyś zaskoczy :) Zdecydowanie Wam ją polecam. Poza tym chyba znowu zachorowałam na Sleekomanię!


Kolejnym etapem makijażu jest nałożenie piaskowego cienia Overground. Bardzo podoba mi się wykończenie tego koloru.
Cień nałożyłam pędzelkiem Sigma, nr E55.









Następnie, pędzelkiem Maestro nr 497 nałożyłam cień Central. Koralowo-czerwony odcień nałożyłam w zewnętrznym kąciku oka, mocno akcentując linię załamania powieki. W ten sposób nadałam makijażowi głębi.
Oba cienie ze sobą wymieszałam i zatarłam granicę pomiędzy nimi.






Następnie za pomocą tego samego pędzelka z Maestro i cienia Hammersmith and city jeszcze bardziej porozcierałam granicę. Dzięki temu powstało bardzo ładne wtopienie.









Praktycznie na sam koniec użyłam cienia Jubilee i nałożyłam go cienkim pędzelkiem na dolną powiekę, u nasady rzęs. Wyciągnęłam na zewnątrz linię, która później ładnie skomponuje się z eyelinerem. Srebrnym cieniem nie dotarłam do wewnętrznego kącika, aby nie powstał efekt opuchniętego oka!






Następnie nałożyłam sztuczne rzęsy Let's Go z serii Heartbreaker, nr 6. Użyłam dołączonego do nich kleju, który szybko wysycha i po wyschnięciu staje się bezbarwny.
Ostatnio na swoim kanale zamieściłam również filmik o tym, jak nakładać sztuczne rzęsy.






Na sam koniec nałożyłam matowy eyeliner Lovely w kolorze granatowym, który podpatrzyłam u swojej koleżanki. Malowałam ją na ślub naszej koleżanki i bardzo spodobała mi się jakość pędzelka jak i samego eyelinera. Produkt jest tani, a naprawdę fajnie się nim pracuje.





Pełna lista użytych kosmetyków:

Twarz:
Podkład: Bourjois, 123 Perfect Foundation (recenzja)
Korektor: NYX, Above&Beyond Full Coverage Concealer, nr 02 Fair
Puder: MAC Prep+Prime
Bronzer: Essence, Sun Club, nr 01 Natural
Róż: Bourjois, nr 74
Brwi: Delia, Korektor do brwi

Oczy:
Baza: Artdeco
Cienie: Revlon, nr 14 Nude Elements; Sleek 2012 Collection - Glory
Eyeliner: Lovely, Granatowy, matowy eyeliner
Rzęsy: Let's go, nr 6 Heartbreaker (jak nakładać sztuczne rzęsy?)

Usta:
Essence, nr 55 Coralize me!


Stworzyłam również szybki tutorial dla tego makijażu, więc jeżeli chcecie go zobaczyć 'na żywca' to zapraszam :)