Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

środa, 29 kwietnia 2015

Playlista na środę! #2

Cześć,

tak jak obiecałam - kolejna środą to kolejna lista utworów, które w tym tygodniu męczę na 110% :)

Dajcie znać, czego Wy obecnie słuchacie!






czwartek, 23 kwietnia 2015

Playlista na środę! #1

Cześć!

Każdy tydzień to odkrywanie nowej lub nieznanej muzyki, dlatego pomyślałam, że co środę zaserwuję Wam playlistę z muzyką, która pomoże w skupieniu, zrelaksowaniu się lub też pozwoli się rozerwać.

Co mi w duszy gra, co środę :)

Jednocześnie zapraszam do dzielenia się Waszymi hitami!






środa, 22 kwietnia 2015

Mój codzienny makijaż, czyli makijaż do pracy

Cześć!

Ostatnio na swoim kanale zarzuciłam filmem, w którym zaprezentowałam swój makijaż, jaki wykonuję każdego dnia. Jest to propozycja lekka, na co dzień, idealna do pracy.
Swój makijaż opieram na dwóch ważnych elementach, czyli na twarzy i na brwiach. Jeżeli miałabym wyjść z domu bez zrobionej całej twarzy, to wybrałabym nieumalowane oczy, bo reszta musi się zgadzać.


Makeup twarzy rozpoczynam od wyrównania kolorytu skóry. Ponieważ moja cera nie potrzebuje specjalnego krycia i  po ostatnich przejściach z egzemą nie chcę jej dodatkowo obciążać, stosuję krem BB.
W tym momencie testuję matujący krem BB z firmy Avon z serii Solutions, w odcieniu jasnym. Produkt ma gęstą konsystencję, dlatego do jego nałożenia używam pędzla, lekko nawilżonego wodą termalną.
W moim przypadku krem BB ma krycie wystarczające. To, co mi się w nim podoba to fakt, że utrzymuje się na skórze przez cały dzień.
Producent informuje o właściwościach matujących, ale umówmy się - ten produkt nie matuje. Moja skóra twarzy, mimo że sucha, potrafi się zaświecić w strefie T i tutaj wspomniany BB nie dał rady.
Nie przeszkadza mi to jednak, bo ostatecznie skóra wygląda bardzo świeżo i jest fajnie rozświetlona.

Jeżeli mowa o rozświetleniu, to ostatnio zakochałam się w Touche Éclat, Radiant Touch z YSL. Produkt służy mi do rozświetlenia każdego miejsca na skórze. Od okolic oczu, po brodę, nos i okolice brwi. Cienie są zakryte przez cały dzień, aplikacja jest prosta i naprawdę jestem zadowolona, że zdecydowałam się na ten produkt. A decyzja nie była łatwa, ponieważ ten korektor rozświetlający kosztuje, bagatela, 150zł. Wiem jednak, że to inwestycja na kolejne miesiące, jako że jedną z ważniejszych cech produktu jest jego niesamowita wydajność.
W gorszych momentach, po źle przespanych nocach, zwykły korektor jest nadal wymagany, ale dla codziennych potrzeb Touche Eclat idealnie się sprawuje.

Skoro jesteśmy już przy twarzy, to muszę wspomnieć o pudrze Stila, który służy mi od wielu już lat. Biorąc pod uwagę, jak często zmieniamy produkty do makijażu, to ten produkt w mojej kosmetyczce to już staruszek! :)
Puder transparentny Stila odkryłam 3 lata temu. Mam go w tym momencie ponownie w wersji prasowanej, z lusterkiem, co pozwala mi go zabierać ze sobą praktycznie wszędzie. Bardzo dobrze matuje i długo utrzymuje się na twarzy. To jeden z moich ulubionych produktów.
Jeżeli chodzi o konturowanie, to korzystam z bronzera z firmy Vipera. Nic specjalnego, ale produkt ma odcień idealny dla mojej cery, dlatego lubię go używać.
Na policzki nakładam zazwyczaj płynny róż Benetint z Benefit. Długo przekonywałam się do tego produktu, ale w tym momencie nie wyobrażam sobie makijażu bez niego. Płynna konsystencja daje bardzo naturalny efekt i świetnie wpisuje się w wymagania mojej suchej skóry. Jego konsystencja pozwala też na sprawne budowanie koloru, dlatego nadaje się on na każdą okazję. Dodatkowo jest bardzo trwały.

Kolejny element twarzy, nad którym dużo pracuję to brwi. Pomijając fakt, że wyrównuje ich kształt bardzo dokładnie i regularnie, to dodatkowo za sprawą dwóch produktów jestem w stanie podkreślić je w taki sposób, żeby przez cały dzień wyglądały naprawdę dobrze i naturalnie.
Przede wszystkim korzystam z produktu Gimme Brwo z Benefit. Jest to żel do brwi, który można stosować oddzielnie i ja często tak robię, tym bardziej na początku jego świeżości. Im bardziej gęstnieje, tym trzeba jednak dodać trochę koloru za pomocą cieni, ale makijaż nadal utrzymuje się cały dzień. Cienie, z których korzystam, nie mają tu znaczenia - chodzi przede wszystkim o to, żeby brąz na który się decyduje był w odpowiednim odcieniu. Uważam na zbyt ceglaste lub pomarańczowe kolory.

Makijaż oka jest bardzo podstawowy. Korzystam z jasnych cieni i spojrzenie podkreślam za pomocą kredki.
Na co dzień najbardziej mi służą cienie z Inglota - matowy nr 355 i lekko połyskujący nr 463. Daje mi to bazę, która rozświetla powiekę. Przy linii rzęs używam kobaltowej kredki Kohl eye liner z Avon, którą bardzo dobrze się pracuje. Produkt ma konsystencję idealną do rozcierania i dodatkowo do kredki dołączona jest końcówka, która ma pomóc w tym rozmazywaniu. Z samej końcówki korzystam nawet wtedy, gdy sięgam po inny kosmetyk.

Nie można skończyć oka bez tuszu do rzęs. Bardzo lubię mieć mocno podkreślone rzęsy, które ładnie podkreślają makijaż. Ostatnio z polecenia swojej manicurzystki zakupiłam tusz Kiko, VolumeEyes+. Maskara ma szczoteczkę o specyficznej budowie i potrzebowałam czasu, żeby się do niej przyzwyczaić. W tym momencie natomiast jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki ten tusz daje.

Ostatni element makijażu, czyli usta. Tutaj nie decyduję się na żadne pomadki, bo nie mam w ciągu dnia czasu na ciągłe poprawianie makijażu. Decyduję się natomiast na balsamy, które ładnie nabłyszczają usta i je nawilżają. Ze względu na piękną wiosnę, która do nas przyszła, stosuję balsamy o owocowych smakach. Moim numerem 1 jest ulubiony arbuzowy balsam do ust z The Body Shop.

Zapraszam też do obejrzenia filmu, który pojawił się na moim kanale kilka dni temu. Tak pokazuję krok po kroku jak wygląda moja codzienna walka z porannym nieogarem na twarzy :)



sobota, 18 kwietnia 2015

Czytadła #1 - Książki znanych YouTuberów

Usiądźcie wygodnie, bo chciałabym Wam przedstawić kilka książek, które moim zdaniem są warte przeczytania. To, co jest w nich nietypowe, to ich autorzy.

Od dawna obserwuję modę na pisanie książek, jaka krąży po całym YouTube. Gwiazdy internetowej platformy prześcigają się w kolejnych pomysłach i publikacjach, a ja - wierny widz - sięgam po co raz to nowsze pozycje.

Każdy z nich ma coś mądrego do powiedzenia. Każdy z nich opisuje swoje życie, które często nie było zbyt kolorowe. Gdy się nad tym głębiej zastanawiam, rozumiem dlaczego właśnie takie osoby zyskały popularność na YT.
Żeby odnieść sukces na YouTube, często trzeba zrezygnować z kariery zawodowej, a nawet ze studiów. Trzeba cały swój czas poświęcić na produkowanie nowej treści o wysokim poziomie, bo tylko taka zapewni zarobek wystarczający na utrzymanie się. Dołączanie do sieci partnerskich często zobowiązuje YouTubera do nawiązywania kontaktów z innymi partnerami, dlatego nim się ktoś obejrzy, jego życie zacznie się kręcić tylko wokół świata internetowych wideo.

W pewnym momencie ktoś postanowił wykorzystać potencjał nowych internetowych celebrytów i otworzył rynek na ich biografie i powieści. Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę.

Na początku wspomnę o książce, która nie została napisała przez zwykłego YouTubera. John Green najpierw był pisarzem, a dopiero później zwiększył swoją popularność dzięki nagrywaniu filmów wraz ze swoim bratem. Samą powieść na pewno kojarzycie, ponieważ to dzięki temu tytułowi książki Johna zostały przetłumaczone również na język polski i od niedawna możemy znaleźć w księgarniach kolejne tytuły jego autorstwa.
"The Fault in Our Stars", czyli "Gwiazd naszych wina". Książka kierowana do młodszej grupy, okazała się być historią czytaną również przez dorosłych. Film, który pojawił się w kinach w 2013 roku jedynie podbił popularność książki i sprawił, że nazwisko Green było rozpoznawane nawet na Polskim rynku.
Powieść chwyta za serce. Opowiada historię młodych ludzi, którzy walczą z rakiem. Każdy z nich ma swój własny świat, ale choroba łączy ich ze sobą i pozwala im zaznać prawdziwej przyjaźni w tych trudnych chwilach. Jednocześnie pokazane jest, że radość można znaleźć nawet tam, gdzie się jej kompletnie nie spodziewamy. Czytelnik nie ma do czynienia tylko ze łzawą historią, ale nawet te trudne momenty przeplatane są humorem, dzięki czemu w finale nie mamy poczucia bezsensowności . Ta książka daje nadzieję.

Kolejna pozycja to coś, co obecnie czytam.
Jeden z popularniejszych YouTuberów czyli Shane Dawson, wydał kolekcję swoich esejów i zatytułował ją I Hate Myselfie. Książką jest o tyle ciekawa, że napisał ją człowiek, który w ciągu pięciu lat został nie tylko jednym z bardziej rozpoznawanych vlogerów, ale także wyreżyserował film i jest producentem mniejszych produkcji. Mówi się również o tym, że telewizja zainteresowana jest wykorzystaniem potencjału Dawsona przy programie jego pomysłu. Ja oglądam go praktycznie od początku jego kariery na YouTube i regularnie odwiedzam jego kanał.
Wbrew pozorom książka nie jest jedynie zapiskiem z życia. To także zbiór niesamowitych ilustracji stworzonych przez fanów autora, bo w tym przypadku słowo 'widz' nie odzwierciedla tego, co dzieje się wokół Shane'a.
Często łapię się na tym, że próbuję czytać książkę z akcentem Dawsona. Jest to o tyle łatwe, że w każdym słowie i zdaniu widzimy właśnie jego samego. Jest to dla mnie dowód na to, że czytam coś napisane ręką Shane'a.

Ostatnia książka jaką chcę Wam pokazać to coś, co czeka na przeczytanie.
Zoe Sugg, czyli Zoella, która od młodych lat lubiła pisać, postanowiła stworzyć powieść Girl Online, która została wydana w ostatnich miesiącach. Już teraz wiem, że jest to pierwsza część serii, która niedługo doczeka się wydawania kolejnego tomu.
Jak tytuł książki wskazuje, czytamy tu historię dziewczyny, która chowała się w sieci pod pseudonimem Girl Online. Cierpiąc na powracające ataki paniki, musi poradzić sobie z dużą zmianą w swoim życiu.
Zoe jest jedną z moich ulubionych angielskich vlogerek. Czytają opis książki widzę, że przeniosła do niej dużą część swojego życia. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że jesteśmy w bardzo zbliżonym wieku, co budzi moją zazdrość - też zawsze chciałam wydać książkę! Cieszę się jej sukcesem i na pewno z chęcią będę śledzić jej literacką karierę.

Wszystkie trzy książki, które dzisiaj Wam przedstawiłam, zdecydowałam się przeczytać w oryginale. Przede wszystkim dlatego, że w momencie, kiedy do mnie trafiły, w Polsce nie były dostępne. Ponieważ nie chciałam czekać, to zakupiłam je na Amazonie i mogłam się nimi cieszyć dużo szybciej.

Dajcie znać, czy któraś z pozycji Was zainteresowała. Co myślicie o internetowych gwiazdach wydających swoje książki? Wiem, że coraz większa ilość YouTuberów decyduje się na swoje powieści. Każdy przychodzi z coraz to nowszym pomysłem na książkę. Może dzieciaki, które na co dzień żyją tylko Internetem, jednak skuszą się na przeczytanie czegoś, co zostało napisane przez ich internetowych idoli? Mam nadzieję.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Promocje w kwietniu i maju - Sephora, Rossmann i Hebe


W kwietniu i maju czekają nas ciekawe promocje na kosmetyki. Niektóre się już rozpoczęły, a na niektóre musimy jeszcze trochę poczekać.

Teraz jest najlepszy moment na uzupełnienie swoich zapasów ulubionymi produktami kosmetycznymi :)


1. - 40% na produkty marki SEPHORA

W dniach 14-27 kwietnia, za każdy przyniesiony swój stary produkt do makijażu, będziecie mogli nabyć produkt marki Sephora ze zniżką 40%!
To świetny sposób na pozbycie się nielubianych kosmetyków.
Więcej szczegółów


2. Happy days w HEBE

W drogeriach Hebe, w dniach od 13 kwietnia do 3 maja, macie możliwość kupić drugi produkt za pół ceny. W każdym tygodniu zmienia się rodzaj kosmetyków objętych promocją.


3. -49% na kolorówkę w drogeriach ROSSMANN

Rossmann przygotował dla nas kolejną akcję -49%, która będzie miała miejsce na przełomie kwietnia i maja.
Już teraz dokopać się można do konkretnych dat, które nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone,
od 24 do 27 kwietnia: twarz, czyli podkłady, pudry, bronzery i korektory
od 28 kwietnia do 4 maja: oczy, czyli tusze, kredki, cienie, eyelinery
od 5 do 11 maja: usta i paznokcie, czyli pomadki, kredki, lakiery, odżywki