wtorek, 8 maja 2012

Mały, allegrowy haul :)

Cześć Dziewczyny!

Zazwyczaj nie wrzucam na bloga tego typu postów, ale tym razem postanowiłam pochwalić się małymi zdobyczami.
Nie jestem typem szperacza i rzadko kiedy wpadam na małe, osiedlowe drogerie. Jest mi zawsze do nich nie po drodze, coś innego mi po głowie ciągle chodzi i koniec końców zawsze wynajduję te perełki na Allegro ;) Najpierw oczywiście obserwuję blogerki i youtubowiczki, żeby wiedzieć na co polować!

Esteé Lauder, Podkład Double Wear Light

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu obok którego bardzo często obojętnie przechodziłam. Zwróciłam na niego uwagę dopiero w momencie, kiedy blogerki i youtubowiczki zaczęły informować o ciekawej, około świątecznej promocji. Okazało się bowiem, że podkład, który normalnie w warunkach drogeryjnych kupić można za ~160zł/30ml (!) był w promocji w perfumerii Douglas i za połowę oryginalnego rozmiaru (czyli 15ml) zapłaciłam jedynie 39zł. Jedynym minusem całej akcji było to, że dostępny był tylko jeden odcień, mianowicie 02, jednak mając na uwadze nadchodzące lato, nie przejmowałam się tym zbytnio. I słusznie. Ten kolor może być dobry dla większej liczby klientek. Dodatkowo słońce, które nas ostatnio rozpieszczało, na pewno pozostawiło na skórze niejednej z nas delikatną opaleniznę :)
Podkład otrzymujemy w charakterystycznym granatowym kartoniku. W środku znajdujemy małą, poręczną tubkę. Od zawsze mi się podobał image marki Esteé Lauder. Patrząc na tak dopracowane szczegóły mam pewność, że trafiłam na luksusowy produkt :)

Producent obiecuje nam formułę, która da efekt naturalnego, lekkiego makijażu, nadającego naszej cerze świeżego wyglądu. Średnie krycie ma zapewnić skórze swobodne oddychanie. Sam podkład, wg zapewnień producenta, ma wytrzymać na twarzy cały dzień oraz ma dopasowywać się do koloru naszej cery.

MOJA OPINIA?

Z podkładem tym spotkałam się po raz pierwszy i nie wiedziałam, czego powinnam oczekiwać. Z przyzwyczajenia do produktów z wyższych półek  podchodzimy ufnie i ślepo wierzymy w każde zapewnienie producenta. Ponieważ jednak uważam, że podkład to jeden z najważniejszych (jeżeli nie najważniejszy) element codziennego makijażu, to do zrecenzowania takiego produktu należy odpowiednio podejść.

Pierwsze użycie podkładu dało średnie efekty. Nałożony na skórę faktycznie wyglądał bardzo naturalnie i  twarz wyglądała bardzo rześko i zdrowo. Mimo, że obawiałam się zbyt ciemnego koloru, to jednak okazało się, że podkład bardzo ładnie zgrał się z moim naturalnym kolorem skóry. Na początku efekt bardzo mi się spodobał - lekko zmatowiona strefa T (która ostatnio nieźle mi grymasiła), całkiem dobrze nawilżone suche partie twarzy. Niestety, po dokończeniu malowania, a przed nałożeniem pudru zauważyłam, że skóra zaczyna się powoli nienaturalnie świecić.Do tego podkreślone zostały skórki, nawet te o których istnieniu nie wiedziałam ;) W świetle naturalnym wszelkie przebarwienia, jakie tego dnia miałam, były widoczne i wszystko wyglądało po prostu źle.

Do drugiego podejścia dobrze się przygotowałam. Wcześniej na twarz nałożyłam intensywnie nawilżający krem do twarzy, a nie zwyklaka, tak jak za pierwszy razem. Różnica była od razy widoczna - ani śladu skórek. Dodatkowo buzia pozbawiona już większych przebarwień wyglądała zdrowo przez wiele godzin. Problem świecenia się jednak nie został rozwiązany, ale puder z MAC Prep+Prime dał radę. Z drugiej strony - producent wcale nam nie obiecuje zmatowienia. :)

Użyłam tego podkładu do pomalowania koleżanki na jej bal magisterski i na niej podkład nałożony na bazę spisał się rewelacyjnie. Nie zakrył jej uroczych piegów, a jedynie wyrównał kolor skóry, nawilżył i.. z tego co wiem wytrzymał cały wieczór :)

Produkt zaskoczył mnie swoją bogatą konsystencją. Kremowy, gęsty podkład, który jest na tyle lekki, że świetnie się z nim pracuje. Na co dzień nakładam do pędzlem i nie mam problemu ani ze smugami, ani z roztarciem.


Sprawdziłam również skład produktu, jako że jest teraz moda na rozkładanie każdego składnika na czynniki pierwsze ;) W sumie jednak cieszę się, że to zrobiłam, ponieważ zauważyłam, że produkt ten zawiera jeden, potencjalnie niebezpieczny składnik.
Mowa tu o BHT, czyli butylowany hydroksytoluen - antyoksydant, który ma za zadanie wydłużyć termin przydatności produktu. Może powodować reakcje alergiczne. Wiele państw nie zezwala na używanie go w produktach przeznaczonych dla dzieci.
Jak możecie zauważyć na poniższej tabeli, poza tym skład podkładu jest całkiem dobry.


Reasumując!

Podkład Double Wear Light jest zdecydowanie dobrym wyborem dla cery mieszanej. Nie można jednak zapominać o dobrym nawilżeniu skóry przed jego nałożeniem, ponieważ zdarza się, że produkt ten zaznacza skórki. Dobrze stapia się z kolorem cery, ale producent nie może pochwalić się bogatym wyborem odcieni. Podkład ten lekko matuje odpowiednie miejsca, ale aby utrzymać ten efekt, konieczne jest użycie pudru. Mamy tu do czynienia również z filtrami (SPF10). Produkt jest bardzo wydajny, co delikatnie wynagradza nam wygórowaną cenę. Bardzo średnie krycie, podkład nie radzi sobie z przebarwieniami skóry. Z drugiej jednak strony mamy tu bardzo lekką formułę, więc w tym wypadku coś za coś. Tak jak obiecuje producent, nasza skóra wygląda zdrowo przez cały dzień i żadne większe poprawki nie są potrzebne. Niestety, wielkim minusem jest tutaj cena, która moim zdaniem w żaden sposób nie odpowiada jakości produktu.

Jeszcze mała informacja!

Podkład ten, w tej samej cenie (39zł/15ml), jest nadal dostępny w sprzedaży internetowej perfumerii Douglas! Jeżeli któraś z Was ma ochotę wypróbować go na swojej skórze, to polecam właśnie taką promocję zamiast kupowania produktu po regularnej cenie :)


czwartek, 3 maja 2012

Smart girls get more!

Cześć Dziewczyny!

Ostatnio, w ramach małej wymiany dostałam w formie niespodzianki lakier do paznokci, który był mi całkowicie nieznany. Smart girls get more w kolorze nr 54 został zakupiony w małej, osiedlowej drogerii. Nie wiem niestety jak i gdzie możecie go zdobyć.
Koło tego koloru nie można przejść obojętnie :) Jestem wielką fanką fioletów i taki kolejny odcień w mojej kolekcji jest jak najbardziej na tak.
Sam lakier zaskoczył mnie swoją jakością. Już jedna warstwa wystarczy aby pokryć płytkę paznokcia. Ja jednak i tak wolałam dać dwie dla pewności. Dodatkowo manicure przeżył kilka dni i poddał się dopiero dzisiaj, podczas dość intensywnych prac domowych ;)
Prezentowany dzisiaj manicure to nie tylko fioletowy lakier, ale również mała wariacja z ozdobami i topperem matującym z Essence 07 Soft Touch. Przy okazji odkryłam, że lakier ten rewelacyjnie wygląda z matowym wykończeniem!







Pozycja zaskakująca  i ciekawa. Jego cena to 4,99zł/7ml.

Często trafiacie na takie odkrycia w małych sklepikach? Chyba czas zacząć szukać takich miejsc w Olsztynie!


Recenzja: Mineral Care, Żel aloesowy SPA Serene

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj przedstawiam Wam produkt, który od kilku miesięcy leżał niechciany na mojej półce kosmetycznej. Kiedy jednak będąc w potrzebie przypomniałam sobie o nim, to przez moment byłam w raju :)

Żel aloesowy od Mineral Care przybył do mnie w styczniowym KissBoxie (pierwszej w Polsce subskrypcji pudełeczek, która oficjalnie zakończyła swoją działalność 19.04 br.). Pamiętam, że wtedy wydało mi się to trochę śmieszne, ponieważ otrzymałam go w momencie kiedy temperatura lądowała zazwyczaj poniżej 0 stopni. Po co kojący żel zimą? Sprawdzałam na odparzonych dłoniach - You're Doing It Wrong ;)


Wiadomo, wiosna nas olała i w zastępstwie poprosiła lato o przybycie na imprezę. Jak tylko słońce się pokazało, to i studenci wylegli na zieloną trawkę. Ja ze swoimi znajomymi również zapomniałam o wykładach i spędziłam sympatyczny dzień na kortowskiej plaży (Olsztyn-Kortowo ręce w górę! :D) Bez filtra, bez specjalnych kremów. Oczywiście wróciłam do domu z poparzonym dekoltem i twarzą. Nie wiedziałam gdzie uciec, w jakiej norze się schować, kiedy w ramach totalnej desperacji przetrzepałam swoje kosmetyki i znalazłam właśnie ten żel.

Zdaniem producenta:

Kojący żel o natychmiastowym działaniu  na bazie ekstraktu roślinnego z aloesu o silnie nawilżających i łagodzących właściwościach. Doskonały preparat po opalaniu oraz do pielęgnacji podrażnionej skóry.


Moje zdanie?

Nie trzeba być specjalnym znawcą tematu aby wiedzieć, że faktycznie aloes fantastycznie łagodzi podrażnienia. Sama często używam aloesu na wszelkie bolące miejsca - obtarcia, podrażnienia, skaleczenia.

Żel położony na skórę momentalnie zadziałał kojąco i był to efekt długotrwały. Nawilżył poparzone miejsca i mam wrażenie, że lekko przyspieszył cały proces gojenia. Zazwyczaj po takich akcjach ze słońcem trzeba kilku dni, aby naskórek się zregenerował, natomiast w tym wypadku poparzone miejsce dość szybko sobie poradziło z problemem. W tym momencie, po 3 dniach, jedynie czerwony placek (bo ja się niestety nie opalam tylko spalam) przypomina mi o całej historii.

Niestety, ten produkt posiada również ciemne strony.
Forma żelu zastyga lekko na skórze i zaczyna się lepić. Po mniej więcej 10 minutach mamy poczucie sklejonej skóry, a po przejechaniu ręką cała formuła zaczyna się rolować i wyglądamy jakby nas ktoś czymś obsypał.

Producent poleca ten produkt do codziennej pielęgnacji, jednak ja uważam, że nie jest to najlepszy pomysł. Żel faktycznie łagodzi i nawilża, ale efekt jaki pojawia się na skórze po jakimś czasie, jest po prostu irytujący.


Tubka zawiera 125ml żelu. Konsystencja jest dosyć wodnista. Na opakowaniu znalazły się oznaczenia świadczące o formule pozbawionej parabenów. Jest też informacja o tym, że jest to Israel Original Dead-Sea Product. Zapach jest bardzo charakterystyczny. Kojarzy mi się z czymś wodnistym, naturalnym. Przypomina mi to trochę zapach produktów na bazie alg.
Kosmetyk kosztuje ~40zł. Cena nie jest jednoznacza, ponieważ wszędzie znajduję inną informację. Raz jest to cena promocyjna, raz regularna.

Czy wydałabym tyle pieniędzy na ten żel?
Zdecydowanie nie. Dużo taniej wychodzi mi hodowanie aloesu i korzystanie z jego liści w czystej postaci ;) Produkt faktycznie ukoił moją poparzoną skórę, ale gdybym go nie znalazła na swojej półce, to pewnie skorzystałabym z bardziej naturalnych metod. Cena świadczyć by mogła o innowacyjnej formule, jednak w rzeczywistości jest to próba zastąpienia dobrych domowych rozwiązań produktem w tubce. I to za jaką cenę! ;)

Jeszcze na koniec, z ciekawości, przypatrzmy się bliżej składowi. Chyba jednak nie wszystko co naturalne, jest dla nas dobre ;)


źródło: cosdna.com


Aasieek bloguje

środa, 2 maja 2012

Moje toppery z Essence

Cześć Dziewczyny!

Jestem pewna, że większość z Was miała już do czynienia z Nail Art Special Effect! Topper z Essence. Ja pierwszy raz zetknęłam się z nimi kilka miesięcy temu i w tym momencie zebrałam sobie mini kolekcję, która pozwala mi na utworzenie masy nowych wariacji na paznokciach.

Nie wszystkie propozycje Essence mi przypadły do gustu, ale jest taka czwórka, bez której nie wyobrażam sobie manicure.
Jedyny problem z tymi produktami jest taki, że szybko są wyprzedawane z szaf Essence i nie zawsze można znaleźć szukany kolor(?). Oczywiście tradycyjnie z pomocą przychodzi nam internet ;)


Pierwsze dwa toppery zakupiłam w perfumerii Douglas. Byłam totalnym laikiem w tym temacie i właściwie pokusiłam się na nie tylko dlatego, że ładnie błyszczały ;) Kiedy wróciłam do domu i poczytałam o nich coś więcej, już wiedziałam, że to jest strzał w dziesiątkę.

powiększ!
Do tej pory moim ulubionym topperem jest 01 It's Purplicious, który mogłyście zobaczyć w akcji przy okazji tego manicure. Dość duże drobiny w kolorze fioletowo różowym naprawdę ciekawie mienią się na naszych pazurkach. Formuła toppera jest dość gęsta i trzeba trochę popracować, aby efekt był odpowiedni. Przede wszystkim zależy mi na tym, aby jak najwięcej drobin znalazło się na płytce paznokcia i nad tym zazwyczaj się skupiam :) Nie mam zdjęcia, ale topper ten fajnie prezentuje się też jako oddzielna emalia na paznokciu. Kiedyś dla testów położyłam chyba 3 warstwy na jeden z paznokci i efekt był piorunujący! Oczywiście zmywanie już mi się mniej podobało, bo trzeba przyznać, że pozbyć się tego toppera z paznokci nie jest łatwo. Nawet jedna warstwa wymaga specjalnego traktowania ;) Tutaj polecam sposób z folią aluminiową.

powiększ!
Razem z błyszczącym fioletem, w mojej kolekcji pojawił się 06 You're a gold mine. Ten efekt można było zobaczyć na moim bożonarodzeniowym manicure. Przyznam się Wam, że jest to najrzadziej używany przeze mnie topper. Efekt jest naprawdę ładny, ale nie zawsze mi pasuje i jakoś często zapominam o nim. Ten kolor położony luzem na paznokieć w dużej ilości warstw (tradycyjnie 3) daje taki efekt, że nawet lakier z China Glaze, Gilded Treasures musi mu ustąpić miejsca. Po prostu rewelacja! Ma on to do siebie, że zwraca na siebie uwagę. Drobiny mienią się fenomenalnie i dłoń nie wygląda nudno :) W przypadku tego toppera zmywanie nie jest problemem. Całkiem sprawnie wszystko schodzi z paznokci.


powiększ!
Kolejne dwa produkty zakupiłam w sklepie Ladymakeup. Pierwszy z nich to rozsławiony 02 Circus Confetti, który w pewnym momencie stał się must have jeżeli chodzi o te emalie. Widziałam go wszędzie - u blogerek, youtubowiczek, koleżanek, kolegów... którzy mają siostry :D Wiedziałam, że nie ma opcji, abym i ja go nie zakupiła. W tym momencie jest to pretendent do miana mojego ulubionego, chociaż fioletowy brokat nadal dobrze się trzyma. Efekt jaki daje nam cyrkowe confetti jest po prostu rewelacyjny. Mam go obecnie na paznokciach u stóp i wygląda to mega letnio :) Lubię go łączyć z letnimi pastelami jak i kolorami bardziej intensywnymi. Zawsze wygląda dobrze i zwraca na siebie uwagę. Na pewno możecie się spodziewać jakiegoś Nail of the Day z udziałem tego toppera!

powiększ!
Ostatni na liście jest 07 Soft Touch, który jest po prostu top coatem matującym. Ostatnio bardzo modne stały się matowe paznokcie. Oczywiście matowe lakiery są na rynku, ale po co kupować taką emalię, skoro mogę zakupić jedynie produkt, który da mi efekt zmatowienia? Dzięki niemu każdy posiadany przeze mnie lakier może zamienić się w taki z matowym wykończeniem :) Taniej, szybciej, wygodniej. W przypadku tego toppera mamy do czynienia z naprawdę delikatnym, gładkim efektem. Lakier nie jest tępy, a jedynie delikatnie zmatowiony. Bardzo lubię używać tego produktu do brokatowych lakierów. Efekt takiego użycia mogłyście zobaczyć na moim ostatnim Nail of the Day - Replay, replay proszę.


W tym momencie nie widzę topperów, które koniecznie musiałabym dokupić do swojej mini kolekcji, ale może niedługo firma Essence wyjdzie do nas z nowymi pomysłami :) Jestem wielką fanką takiego rozwiązania i ciekawi mnie, czy Wy również lubicie tę linię produktów. Macie swoje ulubione top coaty?