czwartek, 28 lutego 2013

Karnawałowa czerwień od Pierre Renè (01 Carnival)

Rzadko piszę na swoim blogu o produktach znalezionych w GlossyBoxie. Może to błąd, może powinnam tutaj również dodawać recenzje tych kosmetyków? Co sądzicie?

Dzisiaj chcę pokazać Wam lakier do paznokci, który znalazłam w lutowym, urodzinowym pudełku od GlossyBox. Sam fakt, że był to lakier firmy Pierre Renè trochę zbił mnie z tropu. Dlaczego? Tani, ogólnodostępny lakier firmy, która nie zachwyca jakością. Średnio pasował on do pozostałych, stosunkowo luksusowych produktów.

Lakierowi  Pierre Renè Carnival nr 01 nie mogę odmówić świetnego odcienia. Ładna, klasyczna czerwień z drobinkami, których zadaniem jest podbicie koloru, zwiększenie blasku i nadanie charakteru naszym paznokciom. W tej kwestii lakier sprawdza się fenomenalnie.





Aplikacja lakieru była łatwa i przyjemna. Pędzelek w odpowiednim rozmiarze, dobra konsystencja i stosunkowo krótki czas wysychania. Naprawdę dobrze się ten produkt zapowiadał.

Niestety, jest duże 'ale', które sprawia, że zbyt szybko żadnego lakieru z Pierre Renè nie kupię. Mianowicie: kiepska jakość. Dawno nie miałam sytuacji, aby lakier odpryskiwał będąc jeszcze na wpół wyschniętym! Fenomen na skalę światową ;)
Później było już tylko gorzej. Ostatecznie skończyłam z paznokciami do połowy przykrytymi kolorem, ponieważ druga połowa po prostu odpadła. Wyglądało to przekomicznie, bo każdy mój ruch powodował większe braki w manicure. Duże 'no no' i jedno 'never' ;)

Tu muszę dodać, że sposób w jaki malowałam paznokcie był tak jak zwykle - base coat, dwie warstwy lakieru (chociaż trzecia nie byłaby w tym wypadku przesadą) i top coat, który wygrywał z najbardziej upiornymi lakierami, a z tą czerwienią nie dał rady.

Ponieważ jednak lakier mimo wszystko zachwyca swoim wyglądam, to może uchodzić za fajny produkt. W tym wypadku jednak jakość totalnie przeważyła na całości.

Cena: ~ 7zł/10ml

wtorek, 26 lutego 2013

Manicure: Graffiti (Mariza nr 3596)

Kolorystyczne szaleństwo! Pokazywałam Wam ostatnio jeden z mocnych kolorów na wiosnę - intensywną zieleń. Dzisiaj ponownie przychodzę do Was z lakierem Marizy - tym razem jest to turkus z dużą domieszką niebieskości. Dla efektu "WOW!" pobawiłam się trochę gąbeczkową metodą i stworzyłam na serdecznym palcu małe graffiti. Użyłam do tego bazowego lakieru i bohatera dzisiejszego odcinka, czyli turkusu z Marizy (numer katalogowy: 3596). Dodatkowo skorzystałam z ostatnio prezentowanej zieleni tej samej firmy oraz jednego z połyskujących turkusów od Colour Alike. Efekt spodobał mi się tak bardzo, że przechodziłam w tych paznokciach cały tydzień.






Pytałyście mnie o to, czy lakiery Marizy nie barwią przypadkiem płytki paznokcia, jak się noszą i zmywają. Tutaj wszystko uzależnione jest od wybranego koloru. W przypadku wcześniej wspomnianej zieleni, po zmyciu lakieru na paznokciu została żółta warstwa, której ciężko było się pozbyć. Lakier sam w sobie nie był też specjalnie trwały - odpryskiwał i ścierał się bardzo szybko. Niebieski turkus jest trwalszy od zielonego brata. Jednocześnie bardzo dobrze się zmywa i nie zostawia śladów.

piątek, 8 lutego 2013

Wellness&Beauty masło do ciała Mandarynka i Jogurt

Wybierając masła czy balsamy do ciała kieruję się pewnymi kryteriami. Najważniejsze dla mnie jest to, czy moja skóra zostanie odpowiednio nawilżona, wygładzona, i czy produkt zostawi na niej ładny zapach. Najczęściej decyduję się na masła, ponieważ bardziej odpowiadają moim wymaganiom.

Dzisiaj przedstawię Wam produkt, który nie od razu przypadł mi do gustu. Na samym początku krzywo na niego patrzyłam i kręciłam nosem, potem przyszedł czas na fazę koleżeńską, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego dnia.

Wellness&Beauty masło do ciała Mandarynka i Jogurt na samym początku przypomniał mi swoim zapachem czasy dzieciństwa. Pamiętam, że jako mały brzdąc trochę chorowałam i spędzałam tygodnie na antybiotykach o smaku jogurtowej mandarynki. Pierwsze spotkanie z masłem o takim zapachu szybko się skończyło i zanim przyszedł czas na drugie podejście, to musiało minąć kilka dni ;)
Z innym nastawieniem ponownie sięgałam po ten produkt. Otworzyłam umysł i dałam mu szansę. I wynik jest taki, że nie wyobrażam sobie nałożyć innego masła po prysznicu. Koszmary dzieciństwa odeszły w zapomnienie. Ha ha! :)

Masełko poza zapachem ma rewelacyjne właściwości. Ma bardzo gęstą konsystencję, ale nie jest ona specjalnie tłusta. Potrafi za to sprawiać trudności z rozsmarowaniem.
Po zastosowaniu tego produktu skóra była bardzo dobrze nawilżona i wygładzona, a efekt wyczuwalny był jeszcze przez kolejne, długie godziny. Moja skóra wymaga ciągłego nawilżenia, ponieważ ma tendencje do odwadniania się, więc tym większe jest moje zaskoczenie, kiedy budzę się rano i nie muszę od razu sięgać po balsam.

Patrząc na skład produktu, widzę raczej bezpieczny i bogaty zestaw. Przyzwyczaiłam się już do tego, że produkty proponowane przez Rossmann mają przyjazne składy i tym razem też się nie zawiodłam.

Podsumowując, produkt w pełni spełnił moje oczekiwania. W tym momencie używanie tego masła stanowi miłe zakończenie każdego dnia, który dzięki sesji jest stresujący i wymagający ;)

Co mówi producent?
Wellness&Beauty masło do ciała Mandarynka i Jogurt: masło sprawdzi się szczególnie przy
pielęgnacji skóry suchej i zniszczonej. Jego intensywnie owocowy zapach z pewnością przypadnie
do gustu osobom lubiącym ciekawe i wyraziste nuty. Odżywcze masło Shea oraz cenny olejek Jojoba
koją zniszczoną skórę i intensywnie nawilżają naskórek, chroniąc go przed nadmiernym wysuszeniem.
Natomiast pielęgnująca witamina E i gliceryna dodatkowo go nawilżają.

Wellness&Beauty maslo do ciala Mandarynka i Jogurt dostępne jest w drogeriach Rossmann
Cena: 10,29 zł/ 200 ml

czwartek, 7 lutego 2013

Manicure makes me weak

Dzisiejszy manicure ponownie nawiązuje do bardziej słonecznej pory roku. Oczami wyobraźni widzę zieleń za oknem i zimowe płaszcze pochowane głęboko w szafie.

Nie wiem dlaczego jeszcze nigdy nie zaprezentowałam tego lakieru na swoim blogu. Mam go w swojej kolekcji od ponad roku i często do niego powracam, a mimo to jeszcze nie miał premiery na tej stronie.

Essence w swojej kolekcji Multi Dimension ma kilka ciekawych kolorów, które często goszczą na moim paznokciach. Essence, nr 70 Makes Me Weak to perełka, na którą czekałam bardzo długi czas. Był taki moment, kiedy poszukiwałam odpowiedniej brzoskwini do paznokci i było z tym ciężko. Albo drobiny, albo opalizacja, albo za ciepły, albo za zimny.. i tak to trwało do momentu, aż trafiłam na bohatera dzisiejszego odcinka.




Ponieważ mam ostatnio obsesję na matowe/satynowe wykończenie, to ponownie skorzystałam z matującego toppera z Essence i do tego wszystkiego dodałam mały gadżet w postaci innego toppera - 01 It's purplicious - na serdecznym palcu. Efekt końcowy bardzo mi się podoba i mam nadzieję, że manicure utrzyma się na paznokciach kilka dni.

Często pytacie się mnie, gdzie zaopatruję się w toppery i lakiery z Essence. Wszystkie najlepsze pozycje możecie bez problemu nabyć w sklepie ladymakeup.pl 

środa, 6 lutego 2013

Satynowy Pret-a-porter

Określenie Prêt-à-porter kojarzy mi się z modą, dlatego też, kiedy patrzę na wybrany lakier zastanawiam się, jak interpretować jego nazwę.
I chyba już wiem.
Virtual, seria Fashionmania, lakier nr 154 Pret-a-porter jest dla każdego i na każdą okazję. Pierwszy raz pokazywałam Wam ten lakier w podsumowaniu wrześniowych paznokci (swoją drogą, chyba wrócę do takiej comiesięcznej akcji). Tym razem wymyśliłam sobie ten kolor w wersji matowej, ponieważ ostatnio mam małą obsesję na punkcie satynowego lub matowego wykończenia.

Ponieważ nie do końca wiedziałam o co mi chodzi, wyszła mi mała mozaika (klik po lepszy widok).




Lakier bardzo dobrze się nosi. Dwie warstwy w zupełności wystarczają, aby uzyskać odpowiednie krycie. Do zmatowienia użyłam matującego toppera z Essence, 07 Soft Touch, który jest ostatnio przeze mnie aż nazbyt eksploatowany.
Efekt końcowy bardzo mi się spodobał. Ostatnio chodzą za mną intensywne kolory, a to jeden z nich :)

piątek, 1 lutego 2013

W oczekiwaniu na wiosnę - Mariza nr 3541

Z racji tego, że mroźne i śnieżne tygodnie dały mi się we znaki, malując ostatnio paznokcie, postanowiłam trochę zaszaleć.
Zdaje sobie sprawę z tego, że zima powróci jeszcze kilka razy, ale ja już myślę o wiośnie, ptaszkach, kwiatkach i ciepełku. Z tego też powodu przez ostatnie dni chodzę z bardzo zielonym lakierem. Jest on tak zielony, że aż prawie seledynowy.

Mariza, Care&Colour 3541 (nr katalogowy) - lakier, który stał i czekał na swoje pięć minut. Zakupiony latem produkt nie wywołał wielkiego wow, kiedy otwierałam paczkę. Wręcz zapytałam samą siebie czy aby na pewno mam wszystkich w domu, skoro zdecydowałam się na tak jasny kolor i to w dodatku zielony.

Kiedy w przypływie tęsknoty do wiosny sięgnęłam po niego okazało się, że lakier idealnie wpisuje się w moje samopoczucie. Tego właśnie mi było trzeba - ostrego, intensywnego koloru. I to właśnie zieleni!





A Wy co myślicie o takich kolorach? Zastanawiam się jeszcze, jak będzie wyglądał ten lakier z matującym topperem z Essence :)